Od autora
Historia Cycowa i jego okolic nigdy nie była dla mnie wyłącznie historią jednej miejscowości czy jednej gminy. To historia ziemi, z którą przez kilka pokoleń związana była moja rodzina i którą — choć wówczas jeszcze nie zdawałem sobie z tego sprawy — od dzieciństwa darzyłem szczególnym zainteresowaniem.
Jednym z moich pierwszych spotkań z Polską był polski serial „Czterej pancerni i pies”, emitowany w telewizji w latach 80. Serial tak bardzo mnie zafascynował, że namówiłem mamę, aby kupiła mi książkę Janusza Przymanowskiego pod tym samym tytułem; zachowała się u niej do dziś. Czasami, przy sprzyjających warunkach propagacji fal radiowych, udawało się odbierać polskie kanały telewizyjne, w tym TVP1, które były dla mnie swoistym „oknem” na Polskę. Już jako dziecko interesowałem się językiem, kulturą i codziennym życiem w Polsce. Pytałem babcię, czy pamięta język polski, czy go rozumie i jakie polskie potrawy przygotowywano w jej rodzinie. To od niej po raz pierwszy usłyszałem o flakach i kluskach.
Wtedy niemal nic jeszcze nie wiedziałem o złożonej historii naszej rodziny. Dla mnie były to po prostu opowieści babci o innym świecie — tym, który pozostał po drugiej stronie Bugu i istniał przed jej przesiedleniem.
Moja babcia Aleksandra Wójcik urodziła się 30 października 1927 roku w Starym Stręczynie, w rodzinie Jana Wójcika i Eugenii Filipczuk. Jej dzieciństwo nie było łatwe. W 1937 roku, gdy Aleksandra miała zaledwie dziewięć lat, jej matka zmarła wskutek zakażenia krwi. Eugenię pochowano na cmentarzu w Cycowie, lecz jej grób nie zachował się do naszych czasów.
Aleksandra straciła matkę jeszcze jako dziecko, a osiem lat później przyszło jej utracić także miejsce, w którym się urodziła i wychowała.
W 1945 roku rodzinę Wójcików, zakwalifikowaną przez ówczesne organy przesiedleńcze do ludności ukraińskiej, przesiedlono z Polski do Ukraińskiej SRR na podstawie układu z 9 września 1944 roku zawartego między rządem USRR a Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego. Dokumenty archiwalne potwierdzają, że rodzina wyjechała ze wsi Adamów w powiecie chełmskim województwa lubelskiego do obwodu dniepropetrowskiego.
W Polsce pozostało gospodarstwo tworzone przez wiele lat: dom mieszkalny, stodoła, zabudowania gospodarcze, sad i ponad cztery i pół hektara ziemi. Za suchymi liczbami z dokumentów przesiedleńczych kryło się wszystko to, co kilka pokoleń rodziny nazywało domem.
Pierwszym miejscem osiedlenia była Woroszyłiwka w obwodzie dniepropetrowskim, jednak rodzina pozostała tam krótko. Później Wójcikowie przenieśli się do Łucka, gdzie osiedli na stałe. Podobną drogę wybierała część innych mieszkańców pochodzących z Chełmszczyzny, którzy po przesiedleniu do wschodnich i południowych obwodów USRR starali się przenieść bliżej ziem, z których zostali wysiedleni.
W ten sposób Łuck stał się dla naszej rodziny nowym domem, choć pamięć o Polsce, Chełmszczyźnie, Cycowie i okolicznych wsiach przetrwała w rodzinnych opowieściach przez kolejne dziesięciolecia.
Według wspomnień babci podczas tej długiej podróży wydarzyło się coś, przez co rodzina utraciła niemal wszystkie materialne świadectwa przedwojennego życia. W wagonie wybito szybę. Było zimno, więc otwór zatkano workiem, w którym znajdowały się dokumenty i rodzinne fotografie przywiezione z Polski. W drodze worek zaginął.
Wraz z nim zniknęło rodzinne archiwum — fotografie ludzi, których twarzy już nigdy nie zobaczę, dokumenty, listy i inne przedmioty, które mogły opowiedzieć o życiu kilku pokoleń rodziny na Chełmszczyźnie.
W rodzinie pozostała tylko jedna szczególna pamiątka — ikona Matki Bożej Częstochowskiej należąca do mojej babci, przywieziona z Polski. Przetrwała przesiedlenie i stała się właściwie jedynym przedmiotem bezpośrednio łączącym przedwojenne życie rodziny na Chełmszczyźnie z jej nowym życiem po wysiedleniu.
Dla mnie to odkrycie miało szczególne znaczenie. Dopiero po wielu latach poszukiwań genealogicznych dowiedziałem się, że kwestia przynależności do Kościoła rzymskokatolickiego, która niespodziewanie stała się bliska także mnie, pojawiła się w historii mojej rodziny już ponad sto lat wcześniej. Do tego czasu nie wiedziałem ani o sprawie Wojciecha, ani o jego wieloletnich staraniach o oficjalne uznanie rzymskokatolickiej przynależności jego rodziny.
Z biegiem lat potrzeba zrozumienia, skąd pochodziła nasza rodzina, tylko rosła. Zwykła ciekawość stopniowo przekształciła się w systematyczne badania genealogiczne i historyczne, które prowadzę już od ponad dziesięciu lat.
Szczególną zagadką zawsze pozostawało dla mnie nasze nazwisko — Wójcik. Miało ono wyraźnie polską formę, podczas gdy w dokumentach z połowy XX wieku moją rodzinę zaliczano już do ludności ukraińskiej. Przez długi czas nie wiedziałem, w jaki sposób połączyć te dwa elementy rodzinnej historii.
Nieoczekiwanym kluczem do tej zagadki okazał się test DNA.
Wśród dopasowań genetycznych odnalazłem Ewę Dutkiewicz. Późniejsze porównanie naszych drzew genealogicznych pozwoliło ustalić wspólne pochodzenie — Ewa jest kuzynką piątego stopnia mojej mamy. To dopasowanie stało się ważną wskazówką, która pomogła połączyć wcześniej rozproszone gałęzie rodziny i skierowała dalsze poszukiwania do polskich ksiąg metrykalnych i archiwów.
Stopniowo zaczęła odsłaniać się historia, o której w naszej rodzinie prawie nic już nie pamiętano.
Udało mi się prześledzić ojcowską linię Wójcików znacznie dalej, niż początkowo przypuszczałem. Najstarszy odnaleziony przeze mnie udokumentowany ślad tej gałęzi rodziny pochodzi z 1631 roku i wiąże się ze wsią Żuków oraz rzymskokatolicką parafią w Krzczonowie.
Kolejne pokolenia Wójcików mieszkały w różnych miejscowościach Lubelszczyzny. Zapisy archiwalne pozwoliły nie tylko odtworzyć imiona i daty, ale także poznać elementy codziennego życia przodków. Józef Wójcik był karczmarzem w Woli Korybutowej, a jego syn Wojciech Wójcik pracował jako tkacz. Żona Wojciecha pochodziła z rodziny Dutkiewiczów z Bychawy, a sam Wojciech przez pewien czas mieszkał z rodziną w Mełgwi.
W ten sposób genealogia stopniowo przestawała być jedynie zbiorem nazwisk w księgach metrykalnych. Za zapisami zaczęli pojawiać się konkretni ludzie — ich zawody, miejsca zamieszkania, więzi rodzinne i życiowe okoliczności.
Jednym z najważniejszych odkryć była sprawa archiwalna Wojciecha Wójcika, pradziadka mojej babci. Pod koniec XIX wieku przez kilka lat zabiegał on o oficjalne uznanie rzymskokatolickiej przynależności swojej rodziny, powołując się na metryki swoich rzymskokatolickich przodków.
Dla mnie odkrycie to miało szczególne znaczenie. Kiedy na początku lat 2000. sam zacząłem uczęszczać do kościoła rzymskokatolickiego, nie wiedziałem ani o sprawie Wojciecha, ani o tym, że kwestia przynależności do obrządku łacińskiego pojawiła się w mojej rodzinie już ponad sto lat wcześniej. Związek ten ujawnił się dopiero po wielu latach badań genealogicznych.
Z czasem udało się odnaleźć także inne ślady rodziny: metryki, dokumenty dotyczące przynależności wyznaniowej, materiały o bieżeństwie podczas I wojny światowej, dokumenty dotyczące powrotu do Polski, materiały szkolne z okresu międzywojennego oraz akta przesiedleńcze z 1945 roku.
Szczególnie poruszające były znaleziska, które zachowały nie tylko informacje o przodkach, ale także ich własnoręczne pismo. W księdze metrykalnej udało się odnaleźć podpis mojego pradziadka Jana Wójcika, ojca Aleksandry. W księdze pamiątkowej Szkolnictwo Polskie w Hołdzie Narodowi Amerykańskiemu, przygotowanej w 1926 roku z okazji 150-lecia niepodległości Stanów Zjednoczonych, zachował się własnoręczny podpis jego siostry Ewy Wójcik.
Po utracie rodzinnych fotografii i dokumentów w 1945 roku właśnie takie rozsiane po archiwach ślady zaczęły stopniowo układać się w nowe rodzinne archiwum. Jeden dokument przywracał datę urodzenia, inny zawód przodka, kolejny jego podpis, jeszcze inny historię sporu wyznaniowego albo wojenną drogę rodziny.
To, co kiedyś wydawało się rodzinną pamięcią utraconą bezpowrotnie, po dziesięcioleciach udało się odtworzyć fragment po fragmencie.
Praca nad historią własnej rodziny stopniowo doprowadziła mnie do szerszych badań nad Cycowem, Stręczynem, Stawkiem, Adamowem i okolicznymi wsiami. Nie dało się zrozumieć losów Wójcików bez poznania historii Cerkwi prawosławnej i greckokatolickiej, parafii rzymskokatolickich, polskiego szkolnictwa, kolonizacji niemieckiej, społeczności żydowskiej, bieżeństwa 1915 roku, dwóch wojen światowych, Zagłady i powojennych przesiedleń.
W 2016 roku udało mi się osobiście odwiedzić miejsca związane z historią mojej rodziny. Byłem w Stręczynie, Cycowie i okolicznych miejscowościach, fotografowałem zabytkowe budynki, cmentarze oraz inne miejsca związane z przeszłością tych terenów, a także rozmawiałem z miejscowymi mieszkańcami. Dzięki tej podróży mogłem zobaczyć miejsca znane wcześniej z dawnych map i dokumentów archiwalnych już nie tylko jako przedmiot badań, lecz także bezpośrednio w terenie.
W ten sposób genealogia rodzinna przerodziła się dla mnie w badanie historii całego regionu.
Chełmszczyzna nigdy nie była przestrzenią prostej i jednoznacznej tożsamości. Przez stulecia żyli tu obok siebie ludzie różnych języków, wyznań i kultur — Polacy, Rusini i Ukraińcy, Żydzi oraz Niemcy. Zmieniały się granice państwowe, administracje i systemy polityczne; ludzie przechodzili z jednego wyznania do drugiego, zmieniali język codziennego życia albo sposób określania własnej narodowości. Czasem następowało to dobrowolnie, czasem pod silnym wpływem polityki państwowej i historycznych okoliczności.
Historia mojej rodziny dobrze pokazuje, jak złożone mogły być te procesy. Polskie nazwisko Wójcik, rzymskokatoliccy przodkowie, późniejsza prawosławna przynależność części rodziny oraz oficjalne zaliczenie jej potomków do ludności ukraińskiej w XX wieku nie są ze sobą sprzeczne — stanowią różne warstwy tej samej historii.
Dlatego ta praca jest dla mnie próbą przywrócenia pamięci nie tylko o własnych przodkach, lecz także o świecie, który niemal zniknął po II wojnie światowej: wielowyznaniowej i wielonarodowej Chełmszczyźnie, gdzie ludzkie losy nie zawsze mieściły się w prostych kategoriach narodowych czy wyznaniowych.
Historia Cycowa jest dla mnie jednocześnie historią Polski, historią Chełmszczyzny i historią mojej własnej rodziny.
Cyców: geografia, nazwa i najdawniejsze dzieje
Gmina Cyców położona jest w powiecie łęczyńskim województwa lubelskiego, około 50 km na wschód od Lublina. Przez jej teren przebiegają drogi łączące Lublin, Chełm i Włodawę. Jest to przede wszystkim gmina rolnicza, choć ma również dobre warunki do rozwoju turystyki i agroturystyki. Administracyjnie obejmuje 32 miejscowości skupione w 27 sołectwach.
Nazwa Cycowa od dawna budzi zainteresowanie. Najczęściej spotykana we współczesnych opracowaniach historycznych hipoteza wywodzi ją od staropolskiego imienia Cyc. W najstarszych dokumentach nazwa miejscowości występuje m.in. w formach Cziczow i Czicow. Istnieją także inne hipotezy, łączące ją z lokalnym hydronimem — tak zwanymi jeziorami cycowym — lub z nazwą tkaniny, którą według miejscowej tradycji miano wytwarzać w Cycowie. Nie można również wykluczyć związku nazwy z dawnym zbiornikiem wodnym, jednak hipoteza ta wymaga osobnego potwierdzenia językoznawczego i historyczno-geograficznego.
Historia osadnictwa na obszarze dzisiejszej gminy Cyców sięga odległych czasów, o czym świadczą znaleziska archeologiczne. W X–XI wieku obszar dzisiejszej Chełmszczyzny znajdował się w strefie rywalizacji między władcami polskimi a Rusią Kijowską. W 981 roku Włodzimierz Wielki przyłączył Grody Czerwieńskie do Rusi. Po wyprawie Bolesława I Chrobrego w 1018 roku na krótko znalazły się one pod władzą Polski, a w 1031 roku zostały ponownie przyłączone do Rusi przez Jarosława Mądrego i Mścisława Włodzimierzowicza.
W XI–XII wieku ziemie te należały do Księstwa Wołyńskiego, a w XIII–XIV wieku do państwa halicko-wołyńskiego. W połowie XIII wieku Grody Czerwieńskie zostały zniszczone przez Tatarów i stopniowo utraciły znaczenie. W 1359 roku przeprowadzono rozgraniczenie między ziemią lubelską Królestwa Polskiego a ziemią chełmską. W wyniku tego podziału teren dzisiejszej gminy Cyców znalazł się po stronie chełmskiej. Obszar był wówczas w dużej mierze zalesiony i podmokły, a sieć osadnicza pozostawała słabo rozwinięta. Sąsiednie Puchaczów i Zawadów pozostawały po stronie lubelskiej. Granica biegła prostą linią od Zawadowa na północ w kierunku Nadrybia, położonego po stronie lubelskiej. Dawna granica przebiegała zatem przez teren obecnej gminy. Okolica pozostawała peryferyjna, a główne szlaki handlowe XVI wieku ją omijały.
Kształtowanie się Cycowa i życie cerkiewne w XV–XVIII wieku
W XV wieku rozpoczyna się okres dziejów Cycowa, który można już śledzić w źródłach pisanych. Część tutejszych ziem otrzymał rycerz Marek Bolesławski z Przemyśla, który prawdopodobnie około 1430 roku założył Cyców. Wieś lokowano na prawie magdeburskim. W 1444 roku Marek z Bolewsława zamienił Cyców na Jaśkmanice w ziemi przemyskiej z Janem Primusem, otrzymując dopłatę w wysokości 50 grzywien. W dawnych dokumentach nazwa miejscowości występuje w formach Cziczow i Czicow. Kolejna znana wzmianka o Cycowie, datowana na 11 maja 1457 roku, wskazuje, że wieś należała do parafii w Olchowcu.
Pierwsze wzmianki o cerkwi prawosławnej w Cycowie pochodzą z 1473 roku. W XVI wieku istniała tu parafialna cerkiew Podwyższenia Krzyża Pańskiego. Jej istnienie świadczy o długiej obecności w regionie wschodniochrześcijańskiej tradycji ruskiej i ludności ruskiej. Etnonim „Rusini” był historycznie używany wobec wschodniosłowiańskiej ludności regionu, której znaczna część w kolejnych stuleciach ukształtowała ukraińską tożsamość narodową.
Cerkiew pojawia się również w dokumentach podatkowych z lat 1510–1564. Wzmiankowano ją także w księdze grodzkiej sądu chełmskiego z 1629 roku wśród świątyń zobowiązanych do uiszczenia specjalnego podatku w wysokości jednego złotego, ustanowionego w 1628 roku. Po unii brzeskiej, na przełomie XVI i XVII wieku, diecezja chełmska weszła w struktury unickie, a miejscowa parafia stała się greckokatolicka. W 1717 roku Józef Bujna, skarbnik ziemi lwowskiej, nadał cerkwi prawo do ziemi, co potwierdza zapis z 29 kwietnia 1749 roku.

Inna cerkiew istniała w Stręczynie; pierwsze wzmianki o niej pochodzą z XVII wieku. W akcie wizytacji z 1772 roku określono ją jako świątynię filialną parafii w Cycowie. Cerkiew spłonęła w 1812 roku podczas działań wojennych i nie została już odbudowana. Ikonę patronalną św. Jerzego z XVII wieku przeniesiono ze Stręczyna do świątyni w Cycowie.
Pod koniec XV i na początku XVI wieku Cyców szybko się rozwijał i stał się jedną z największych osad w tej okolicy. W 1564 roku wieś obejmowała 13 łanów ziemi (około 230 ha), na których mieszkało około 40 rodzin: 26 kmiecych, 13 określonych w źródle jako poddane oraz jedna rodzina rzemieślnicza. Cyców był drugą co do wielkości miejscowością parafii Olchowiec.
O właścicielach Cycowa z tego okresu wiadomo niewiele, ponieważ wykazy podatkowe nie zawsze podawały ich nazwiska. Na przełomie XVII i XVIII wieku Cyców należał do rodziny Bujnów herbu Ślepowron. Marianna Bujna wyszła za Felicjana Bąkowskiego i wniosła te ziemie do majątku małżeńskiego. W ten sposób na początku XVIII wieku Cyców przeszedł w ręce Bąkowskich.
Felicjan Bąkowski zmarł w 1738 roku, a jego żona Marianna w 1750 roku; oboje zostali pochowani w kaplicy w Cycowie. Majątek odziedziczył ich syn Józef Bąkowski. Był kolatorem miejscowej cerkwi greckokatolickiej, dla której w 1768 roku odnowił przywileje i ufundował nowy budynek. Świątynia spłonęła 7 maja 1844 roku, choć jej pozostałości istniały jeszcze na początku XX wieku.
Cyców w XIX wieku: administracja, majątki i przemiany ludnościowe
Po III rozbiorze Rzeczypospolitej w 1795 roku Cyców znalazł się w granicach Galicji Zachodniej monarchii habsburskiej. W 1809 roku wszedł w skład Księstwa Warszawskiego, a po 1815 roku — Królestwa Polskiego pozostającego pod władzą Imperium Rosyjskiego.
Po utworzeniu Królestwa Polskiego dawne departamenty Księstwa Warszawskiego przekształcono w województwa. Cyców znalazł się w województwie lubelskim. W 1837 roku województwa Królestwa Polskiego przemianowano na gubernie, a kolejne reformy administracyjne zmieniały również podział na powiaty i okręgi. Po reformie z lat 1844–1845 Cyców znajdował się w powiecie krasnostawskim guberni lubelskiej.
Według jednej z miejscowych wersji pod koniec XVIII lub na początku XIX wieku Jan Wincenty Bąkowski zorganizował w Cycowie produkcję tkanin lnianych, którą później zaczęto łączyć z nazwą „cyc”. W połowie XIX wieku rozwój fabrycznej produkcji tekstylnej sprawił, że miejscowe rzemiosło stało się mniej dochodowe. Tradycje tkackie utrzymywały się jednak w okolicy do końca XIX wieku.

Na początku XIX wieku obszar dzisiejszej gminy był stosunkowo słabo zaludniony, choć sam Cyców należał do większych miejscowości w okolicy. W 1827 roku we wsi znajdowały się 52 domy i mieszkało 257 osób. Spośród miejscowości należących dziś do gminy istniały wówczas Cyców, Garbatówka, Stręczyn, Świerszczów, Głębokie, Kopina, Stawek i Wólka Cycowska; w pierwszej połowie XIX wieku zaczęły się także kształtować Bekiesza i Zagórze. Do Cycowa należały jeziora Głębokie i Zarosłe.
Na tym terenie przeważała ludność greckokatolicka. W 1827 roku na obszarze obecnej gminy Cyców mieszkało nieco ponad tysiąc osób, a największe miejscowości — Cyców, Świerszczów i Stręczyn — liczyły po około 200–270 mieszkańców.

Dzieje niektórych miejscowości należących dziś do gminy Cyców można prześledzić już od okresu wczesnonowożytnego. Jedną z nich jest Głębokie, po raz pierwszy wzmiankowane w 1564 roku. Nazwa wsi ma pochodzenie hydronimiczne i wiąże się z nazwą pobliskiego jeziora. W 1827 roku do wsi należało 249 mórg ziemi.
Długą historię ma również Garbatówka, której pierwotną nazwą była Garbata Wola. W źródłach osada związana jest z dobrami Józefa Rulikowskiego, podczaszego bełskiego, który po ślubie z Teofilią Kurdwanowską, podczaszyną latyczowską, włączył Świerszczów i Garbatą Wolę do swoich dóbr na Chełmszczyźnie. W 1873 roku Garbatówka oddzieliła się od Świerszczowa i dalej rozwijała się jako samodzielna miejscowość.
Do starszych wsi należał również Stawek. W 1827 roku znajdowało się tu 19 osadników, a powierzchnia gruntów wynosiła 249 mórg. Wieś i folwark były związane z majątkiem Cyców. Pod koniec XIX wieku w pobliżu powstała kolonia Stawek, utworzona około 1890 roku w wyniku sprzedaży części gruntów niemieckim kolonistom. Dzieje tej miejscowości odzwierciedlają więc charakterystyczne dla drugiej połowy XIX wieku przemiany w strukturze własności ziemskiej i osadnictwa w gminie.
W wyniku reform z 1864 roku utworzono wiejską gminę Cyców, która po reformie administracyjnej z 1867 roku znalazła się w powiecie chełmskim guberni lubelskiej. Ważnym elementem przemian lat 60. XIX wieku było ukształtowanie organów samorządu gminnego.
Organem uchwałodawczym gminy było zebranie gminne. Prawo udziału w nim mieli chłopi spełniający określony cenzus majątkowy; w Cycowie wynosił on co najmniej trzy morgi ziemi. Podczas zebrania wybierano wójta i ławników. Wójt wykonywał kompetencje administracyjne, policyjne i sądowe. Według opisu z 1881 roku gmina Cyców miała własny sąd gminny, a najbliższy urząd pocztowy znajdował się w Łęcznej.
W wyniku reform uwłaszczeniowych w Cycowie utworzono 49 gospodarstw chłopskich, do których należało łącznie 739 mórg, czyli około 420 hektarów ziemi. Pod koniec XIX wieku we wsi działały młyn, tartak parowy i smolarnia. W opisach z tego okresu wskazywano, że jednym z powszechnych zajęć miejscowej ludności była uprawa lnu.
W połowie XIX wieku Bąkowski sprzedali majątek Cyców Adamowi Bagniewskiemu — prawnikowi, ekonomiście i urzędnikowi z Warszawy. Za jego czasów część gruntów zaczęto sprzedawać nowym osadnikom. Po śmierci Bagniewskiego w 1873 roku majątek przeszedł na jego córkę Marię Tymieniecką.
Za jej czasów, w 1882 roku, żydowscy przedsiębiorcy z Kalisza nabyli ziemie Cycowa i, zarządzając majątkiem w imieniu innych udziałowców, rozpoczęli ich podział i sprzedaż. Poszczególne gospodarstwa przechodziły w ręce nowych osadników, wśród których znaczną grupę stanowili koloniści pochodzenia niemieckiego. Przybysze, pochodzący m.in. z okolic Radomia, Gostynina i Sompolna, tworzyli nowe kolonie w pobliżu dawnych wsi. W ten sposób powstały m.in. kolonie Cyców i Cyców II.
Według opisu gminy z 1881 roku działały na jej terenie dwie gorzelnie, sześć smolarni, młyn parowy, dwie olejarnie, cztery cegielnie, dwie kopalnie wapienia, kopalnia torfu, osiem szkół początkowych i trzy cerkwie.
W drugiej połowie XIX wieku struktura wyznaniowa i etniczna ludności szybko się zmieniała. Obok niemieckich kolonistów w Cycowie osiedlały się rodziny żydowskie, aktywnie uczestniczące w miejscowym handlu i rzemiośle. We wsi działały apteka, sklepy z tkaninami i żywnością, browar, herbaciarnia, wiatrak, spichlerze, dwie olejarnie, piekarnie, młyn parowy oraz kilka niewielkich warsztatów rzemieślniczych. Funkcjonowały również spółki handlowe zajmujące się handlem końmi, bydłem i skórami.
W księgach metrykalnych z lat 1875–1913 odnotowano m.in. następujące nazwiska mieszkańców Stręczyna: Bodnaruk, Broda, Wałecki, Wakuła, Wołoszyn, Wołoszuk, Wójcik, Hawryluk, Hryciuk, Denysiuk, Duk, Kloc, Kowaluk, Koczura, Kurzepa, Leć, Mazurok, Niedwedź, Miłaszuk, Mikicki, Olejnik, Pawłuszuk, Potrapeluk, Pacholuk, Pawliszuk, Poliszuk, Saluk, Sawicz, Saczewa, Sokołowski, Steć, Stadniczuk, Czarnecki, Cegłowski, Szynkaruk, Jagieluk.
Przemiany wyznaniowe: od parafii greckokatolickiej do prawosławia i kościoła rzymskokatolickiego
W 1860 roku ówczesny właściciel majątku, Tymieniecki, rozpoczął w innym miejscu budowę nowej murowanej cerkwi. W 1864 roku budowę greckokatolickiej cerkwi św. Michała kontynuowano dzięki środkom i pracy parafian. Świątynię, wzniesioną w stylu bizantyjskim, ukończono 24 lutego 1870 roku.
Administratorami parafii greckokatolickiej w latach 1844–1873 — wcześniejsze zapisy się nie zachowały — byli kolejno księża Jan Dolinowski, Paweł Łącki, Faustyn Parczewski i Walerian Charłamowicz.
Po likwidacji greckokatolickiej diecezji chełmskiej w 1875 roku parafię włączono do struktur Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. Polityka władz rosyjskich w tym okresie zmierzała do likwidacji struktur greckokatolickich i włączenia ich wiernych do Cerkwi prawosławnej. Do parafii cycowskiej należały: Albertów, Barki, Biesiadki, Brzeziny, Ciechanki, Cyców, Głębokie, Kamionka, Malinówka, Nadrybie, Ostrówki, Puchaczów, Stare Sioło, Stawek, Stręczyn, Szpica, Turowola, Wólka Cycowska i Zawadów. W 1889 roku stary budynek cerkiewny rozebrano.





Po wycofaniu się wojsk rosyjskich w 1915 roku i odzyskaniu przez Polskę niepodległości jednym z najtrudniejszych problemów dla Cerkwi prawosławnej na Chełmszczyźnie i południowym Podlasiu stał się los świątyń i majątku cerkiewnego. 16 grudnia 1918 roku Naczelnik Państwa podpisał dekret o przymusowym zarządzie państwowym nad majątkiem kościelnym na terenie byłego Królestwa Polskiego. Oficjalnym uzasadnieniem była konieczność ochrony świątyń i mienia opuszczonego w czasie wojny. W praktyce mechanizm ten w istotny sposób ograniczył możliwości samodzielnego dysponowania przez Cerkiew prawosławną znaczną częścią jej przedwojennego majątku.
W 1918 roku dawną cerkiew prawosławną w Cycowie przekazano Kościołowi rzymskokatolickiemu; stała się kościołem św. Józefa. 7 kwietnia 1921 roku kanonicznie erygowano miejscową parafię rzymskokatolicką, a 10 kwietnia posługę rozpoczął w niej Jan Znamierowski — były kapelan wojskowy z Małopolski.
Wkrótce duży kopułowy dach dawnej cerkwi rozebrano i zastąpiono wieżą. Na terenie kościoła zachowała się dzwonnica z 1871 roku, a naprzeciw świątyni figura Matki Bożej z 1862 roku. W samym kościele pozostało kilka przedmiotów z XVIII wieku. Na wschodniej ścianie, nad otworami drugiej kondygnacji, wykuto datę „1871”.
Po przekazaniu świątyni Kościołowi rzymskokatolickiemu prawosławna społeczność Cycowa pozostała bez własnej cerkwi parafialnej. Część prawosławnych mieszkańców modliła się w kaplicy cmentarnej w Wólce Cycowskiej lub korzystała z cerkwi sąsiednich parafii, m.in. w Syczynie.
Podczas II wojny światowej w Cycowie ponownie działała parafia prawosławna. Po wybudowaniu w 1997 roku nowego kościoła rzymskokatolickiego stara świątynia przestała być regularnie użytkowana. W 2021 roku rozpoczęto w niej prace restauratorskie.


Do I wojny światowej prawosławna parafia we wsi Syczyn (gmina Wierzbica) obejmowała jedynie trzy wsie — Syczyn, Stawek i Bekieszę — i liczyła 863 parafian. Wojna i odrodzenie państwa polskiego istotnie zmieniły warunki funkcjonowania parafii. W wykazach kleru z 1924 roku podano, że w 1913 roku w Syczynie wybudowano nową drewnianą cerkiew św. Jana Teologa. Wyposażenie cerkiewne było dość skromne, podobnie jak w większości świątyń po bieżeństwie. Administrator parafii, ks. Włodzimierz Artecki, odpowiadając na pytanie o rewindykowane cerkwie i kaplice, wskazywał: w Syczynie — nie; w Wereszczynie — spalona; w Tarnowie — spalona; w Kuliku, Olchowcu, Busównie i Hutczu — zamknięte; w Cycowie, Świerszczowie i Pniównie — zamienione na kościoły. Najbliższe czynne cerkwie znajdowały się w Bezku — w odległości 10 wiorst — oraz w Dratowie, oddalonym o 22 wiorsty.
W tym czasie wspólnota parafialna obejmowała 26 wsi: Pniówno, Busówno, Olchowiec, Kulik, Stręczyn, Biesiadki, Głębokie, Cyców, Wólkę Cycowską, Garbatówkę, Wereszczyn, Świerszczów, Andrzejów, Zastawy, Wincentyn, Kulczyn, Karczunek, Sierniawy, Tarnów, Petryłów, Wólkę Tarnowską, Przymiarki, Huter, Chylin, Stawek i Syczyn — w większości były to dawne, zamknięte parafie, położone w odległości 2–15 wiorst od cerkwi w Syczynie. Łączna liczba parafian wynosiła 8013 osób. Według sprawozdania na terenie należącym do parafii mieszkało około 5500 innych chrześcijan, 550 Żydów i 20 baptystów. Po zamknięciu lub przekazaniu części prawosławnych świątyń Kościołowi rzymskokatolickiemu Syczyn stał się więc jednym z głównych ośrodków życia prawosławnego dla ukraińskiej ludności tej okolicy.
Wśród najbliższych świątyń, oprócz wspomnianych wcześniej cerkwi w Bezku i Dratowie, znajdowała się także cerkiew w Sawinie, położona około 10 wiorst od Syczyna. Świątynię tę zniszczono podczas „wielkiego burzenia”, a jej ikonostas przechowywano w cerkwi św. Eliasza w Dojlidach. Na terenie parafii działały szkoły państwowe: siedmioklasowa w Cycowie, czteroklasowa w Wereszczynie, sześć szkół dwuklasowych i siedem jednoklasowych — łącznie 15 szkół na 22 wsie. Liczba parafian wynosiła 5583. W 1929 roku wzrosła nieznacznie do 5738 osób. W ostatnim znanym sprawozdaniu z 1933 roku stwierdzono, że materialne i gospodarcze warunki parafii nie uległy istotnej zmianie; należało do niej 18 wsi, a liczba parafian wynosiła 5400.
W 1937 roku podjęto próbę zburzenia cerkwi. Do wsi przybyło około 20 policjantów i osób cywilnych, jednak miejscowa społeczność ukraińska stanęła w obronie świątyni, w wyniku czego przybysze musieli się wycofać. Po II wojnie światowej i wysiedleniu ludności ukraińskiej życie prawosławne w Syczynie praktycznie zamarło. Stary budynek cerkiewny rozebrano w 1952 roku, natomiast drewniana cerkiew św. Jana Teologa, wzniesiona w 1913 roku, została zniszczona przez pożar w maju 1953 roku. Pozostałości budowli wywieziono na miejscowy cmentarz; według przekazów na jego katolickiej części przez długi czas znajdował się nasyp z resztek drewna, który z zewnątrz przypominał mogiłę.

Niemiecka społeczność ewangelicka Cycowa
W latach 1880–1881 niemieccy koloniści wznieśli w Cycowie własną kaplicę, która jednocześnie pełniła funkcję domu modlitwy, szkoły i mieszkania kantora. Miejsce pod kirchę wybrano na niewielkim wzniesieniu nad doliną rzeki Świnki.
Budynek miał wielofunkcyjny układ: mieściły się w nim przestronna sala modlitewna, szkoła ewangelicka i mieszkanie kantora. Kantor wykonywał obowiązki kościelne i uczył dzieci kolonistów religii, rachunków, czytania i pisania. Budowla jest interesującym przykładem prowincjonalnej architektury drewnianej. Zachowały się w niej elementy pierwotnej konstrukcji dachu, system drewnianych podpór, dawne tynki wapienno-piaskowe, trzcinowe podłoże tynkowe ścian i stropu oraz część drewnianej stolarki.
Pastor odprawiał nabożeństwa oraz udzielał chrztów i prowadził obrzędy pogrzebowe. Cycowski kantor, utworzony w styczniu 1885 roku, podlegał parafii ewangelicko-augsburskiej w Lublinie i obsługiwał kolonistów z Cycowa, Podgłębokiego, Barek, Stawku i Abramówki.
W lipcu 1915 roku, podczas odwrotu armii rosyjskiej z terenów Królestwa Polskiego, niemieckich kolonistów deportowano w głąb Imperium Rosyjskiego. Już od 1917 roku, w warunkach okupacji austro-węgierskiej, rozpoczął się ich powrót i stopniowa odbudowa miejscowej społeczności ewangelickiej.
W 1924 roku w Cycowie utworzono parafię ewangelicko-augsburską, która istniała do 1940 roku. W okresie międzywojennym dawną niemieckojęzyczną szkołę dla dzieci ewangelickich przekształcono w szkołę z polskim językiem nauczania. Pod koniec lat 30. uczyło się tu ponad sto dzieci.
Podczas II wojny światowej w kirche odprawiano również nabożeństwa rzymskokatolickie, po tym jak niemieckie władze okupacyjne przekazały dawną cerkiew prawosławną miejscowej wspólnocie prawosławnej. Po wojnie budynek przeszedł w ręce prywatne i służył jako magazyn zboża i nawozów. W latach 70. wykupiły go władze lokalne i zaadaptowały na dom kultury. Później obiekt przez długi czas pozostawał nieużytkowany.
Kircha jest cennym przykładem prowincjonalnego ciesielstwa i budownictwa, wyróżniającym się dobrze zachowaną kompozycją architektoniczną. W listopadzie 2021 roku budynek wpisano do rejestru zabytków.




Cmentarz ewangelicki znajduje się na drugim krańcu Cycowa, przy ulicy Nowej, niedaleko cmentarza prawosławnego. Założono go w drugiej połowie XIX wieku w związku z rozwojem niemieckiej społeczności ewangelickiej. Przez powojenne dziesięciolecia cmentarz pozostawał zaniedbany i zarośnięty, a znaczna część nagrobków nie zachowała się.
W 2014 roku teren uporządkowano w ramach mikroprojektu finansowanego z programu „Bezcenne”. Ponieważ wcześniej ocalałe fragmenty nagrobków zgromadzono w jednym miejscu bez udokumentowania ich pierwotnego położenia, część cmentarza ma dziś charakter lapidarium.




I wojna światowa, bieżeństwo i walka o Chełmszczyznę
Latem 1914 roku wybuchła I wojna światowa. W lipcu 1915 roku przez te tereny przebiegała linia frontu, a wojska rosyjskie zostały z nich wyparte.
Z „Dziennika działań bojowych” 2. Gwardyjskiej Dywizji Piechoty za 1915 rok:
„21.07.15 Naczelny Dowódca Frontu Północno-Zachodniego rozkazał rozpocząć stopniowe wycofywanie wojsk na wcześniej przygotowaną pozycję: Ostrów – Wytyczno – Petryłów – Opalin, począwszy od wieczora. Dywizja o godz. 1.00 wycofała się i zajęła pozycję wzdłuż północnego brzegu rzeki Świnki.
Dzień minął spokojnie. II Korpus Syberyjski wycofano do rezerwy. Na prawym skrzydle dołączyła 31. Dywizja Piechoty (X Korpus Armijny). 1. Gwardyjska Dywizja Piechoty (na odcinku Bekiesza [włącznie] – na południe od Wierzbicy [włącznie]); Lejb-Gwardyjski Pułk Moskiewski – wzdłuż południowego skraju wsi Abramówka; Lejb-Gwardyjski Pułk Grenadierów – Abramówka – Bekiesza [wyłącznie]; Lejb-Gwardyjski Pułk Pawłowski – Janowice [wyłącznie] – Wólka Cycowska [wyłącznie]; Lejb-Gwardyjski Pułk Fiński – Wólka Cycowska [włącznie] – Abramówka [wyłącznie].
Przeciwnik: 44. Dywizja Rezerwowa podeszła i rozwinęła się wzdłuż południowego brzegu rzeki Świnki: 205. Rezerwowy Pułk Piechoty — na zachód od wsi Cyców; 207. Rezerwowy Pułk Piechoty — na północnym skraju Cycowa; 208. Rezerwowy Pułk Piechoty — na wschód od wsi Cyców.
1. Gwardyjska Dywizja Piechoty, mając na lewym skrzydle huzarów gwardii, zajęła pozycje naprzeciw Bekieszy i Syczyna.”
Przed odwrotem wojsk rosyjskich, 18 czerwca 1915 roku, na terenie powiatu chełmskiego przeprowadzono masowe przymusowe wysiedlenie wiejskiej ludności cywilnej w ramach tworzenia przed nacierającymi wojskami przeciwnika „strefy spalonej ziemi”. Rosyjscy żołnierze chodzili od domu do domu, siłą wyprowadzali nawet ludzi nieprzygotowanych do długiej drogi, po czym na ich oczach podpalali gospodarstwa. Wysiedleńców gromadzono na skraju wsi, skąd pod kierunkiem osoby wyznaczonej przez wójta gminy — najczęściej miejscowego duchownego — kolumna ruszała wyznaczoną trasą.
Przymusowemu bieżeństwu miało zostać poddanych około 300 tysięcy Ukraińców, z których około 120 tysięcy już nigdy nie wróciło na Chełmszczyznę. Według przytaczanych szacunków około 29 tys. osób pozostało w Rosji, a ponad 90 tys. zmarło w drodze i w miejscach osiedlenia lub zaginęło podczas wydarzeń wojny domowej. Do głównych przyczyn śmierci należały epidemie tyfusu, ospy i czerwonki oraz masowy głód, który ogarnął Rosję w latach 1919–1921. Rozkaz władz carskich dotyczący ewakuacji ludności wykonywały jednostki wojskowe, w tym oddziały kawalerzystów noszących duże czarne baranie czapy, których miejscowi nazywali „Czerkiesami”. Ludzi zmuszano do opuszczania domów, często nie dając im czasu na przygotowanie do wyjazdu; podpalano domy i zabudowania gospodarcze, niszczono dojrzewające na polach i już zebrane zboże oraz inne mienie, którego nie można było wywieźć.
Wysiedleńców z Chełmszczyzny rozmieszczono w 37 guberniach, a także w obwodach zabajkalskim, samarkandzkim, zakaspijskim, uralskim i akmolińskim ówczesnej Rosji. Z Powołża Ukraińcy zaczęli wracać w 1920 roku, lecz do 1921 roku wielu z nich musiało przebywać w pobliżu stacji kolejowych, oczekując na zgodę na wyjazd do Polski. Ostatnie grupy „bieżeńców” z guberni saratowskiej wyruszały w drogę w kwietniu 1921 roku. Kilka rodzin wspólnie kupowało konia i wóz, na który ładowano zawiniątka z pościelą, odzieżą, żywnością i najprostszymi naczyniami. Na wozie sadzano chorych i dzieci, a dorośli szli pieszo, trzymając się wozu. Wielu ludzi umierało w drodze do domu. Ci, którym udało się wrócić, musieli zaczynać od początku. Większość ukraińskich domów była spalona. Grunty orne i pastwiska zarosły krzewami i nie nadawały się do gospodarowania. Powracającym zachowano prawo własności do ziemi, którą posiadali przed bieżeństwem. Jednocześnie większość cerkwi prawosławnych była zamknięta, ograniczano ukraińskie szkolnictwo, a chłopskie instytucje gospodarcze i ośrodki kulturalne zostały zlikwidowane.
Na rozkaz władz wojskowych podczas odwrotu wojsk rosyjskich z Chełmszczyzny i Podlasia do Rosji wywieziono 161 dzwonów cerkiewnych, a wraz z majątkiem cerkiewnym również część archiwów parafialnych i ksiąg metrykalnych. W latach 1922–1923 Rosja radziecka przekazała władzom polskim część wywiezionego mienia, jednak znaczna jego część została utracona. Utrata archiwów cerkiewnych utrudniła odtwarzanie historii wielu prawosławnych parafii Chełmszczyzny. W Archiwum Państwowym w Lublinie brakuje m.in. ksiąg metrykalnych prawosławnej parafii Cyców za 1897 oraz lata 1899–1903. Możliwe, że ich brak również ma związek z przemieszczaniem archiwów cerkiewnych podczas I wojny światowej.
W latach 1915–1918 gmina Cyców znajdowała się pod okupacją wojskową Austro-Węgier. Na mocy traktatu brzeskiego zawartego 9 lutego 1918 roku przez Ukraińską Republikę Ludową z państwami centralnymi Chełmszczyzna miała wejść w skład URL, przy czym ostateczny przebieg granicy miała ustalić specjalna komisja. Po utworzeniu Państwa Ukraińskiego w kwietniu 1918 roku jego rząd przejął te roszczenia terytorialne. Administracja ukraińska nie zdołała jednak w pełni rozwinąć działalności na znacznej części Chełmszczyzny z powodu sprzeciwu polskich organów oraz sytuacji wojskowo-politycznej. W dniach 2–4 listopada 1918 roku faktyczna administracja w południowej części guberni przeszła w ręce władz polskich. Na mocy umowy warszawskiej z 21 kwietnia 1920 roku rząd URL zaakceptował określoną w niej granicę polsko-ukraińską, wskutek czego Chełmszczyzna pozostała w granicach Polski.
Cyców w II Rzeczypospolitej
Jednym z najbardziej znanych wydarzeń w dziejach Cycowa i okolic była bitwa stoczona 15–16 sierpnia 1920 roku. 15 sierpnia drogi z Lublina do Włodawy w rejonie Garbatówki i Świerszczowa broniły dwa bataliony — lwowski i łódzki — które pozostawały w tyle za głównymi siłami i były złożone głównie z żołnierzy wypisanych ze szpitali oraz oficerów służb tyłowych. Łącznie liczyły około 900 osób.

Zostały zaatakowane przez oddziały 58. Brygady Strzelców Grupy Mozyrskiej pod dowództwem Dotoli. Następnego ranka polskie bataliony zaczęły wycofywać się na południe, w kierunku Cycowa, a następnie Głębokiego. Kontratak polskiej kawalerii z 3. i 7. Pułku Ułanów zmusił oddziały sowieckie do odwrotu. Był to jeden z epizodów wojny polsko-bolszewickiej, który z czasem zaczęto upamiętniać podczas lokalnego święta „Dni Gminy Cyców”.

W centrum Cycowa znajduje się pomnik w formie przydrożnej kapliczki, zwieńczony krzyżem. Widnieje na nim napis: „Chwała bohaterom wojny polsko-bolszewickiej poległym w zwycięskiej bitwie na polach gminy Cyców 15–16 sierpnia 1920 roku”. W listopadzie 1939 roku, na rozkaz niemieckiej żandarmerii, pomnik został zniszczony. Jego kamienną część zakopano w miejscu, w którym stał, tablica zaginęła, a krzyż prawdopodobnie uratował ksiądz. Około pięćdziesięciu lat później pomnik odkopano i ustawiono ponownie; krzyż odnaleziono na plebanii, a nową tablicę odlano z brązu w Lublinie. Pomnik zwieńczono orłem w koronie.


Kolejny cmentarz wojenny z okresu I wojny światowej znajduje się we wsi Barki, około 200 metrów od drogi nr 838. Cmentarz otoczony jest metalową siatką i wałem. Na jego końcu pochyla się drewniany krzyż. Spoczywają tu żołnierze niemieccy i rosyjscy. Obok żelaznych krzyży znajdują się również dwie metalowe tablice nagrobne, pod którymi pochowano czterech niemieckich żołnierzy.

Pierwszą polską szkołę w Cycowie utworzono w 1915 roku — wcześniej działały tu rosyjska szkoła koedukacyjna i szkoła żeńska — w domu Jewhena Samojtowicza, ewakuowanego w 1915 roku do Rosji, skąd powrócił w 1920 roku. Budynek rosyjskiej szkoły znajdował się w miejscu, w którym dziś stoi szkoła w Cycowie, lecz spłonął podczas odwrotu wojsk rosyjskich; z dawnego wyposażenia pozostało 14 ławek i stół. W zapisach metrykalnych z lat 1810–1913 często pojawia się standardowa adnotacja o niepiśmienności osób zgłaszających narodziny, małżeństwo lub zgon. W pierwszych dekadach XX wieku szkoła skupiała dzieci różnych wyznań i narodowości — Polaków, Ukraińców, Żydów i Niemców. W 1916 roku zapisano do niej 45 dzieci. W listopadzie 1920 roku kierownikiem szkoły w Cycowie był Antoni Rist. Szkoła stała się dwuklasowa i została przeniesiona do budynku kirchy ewangelickiej. Od tego czasu dzieci narodowości niemieckiej uczyły się po polsku. Następnie szkołę przekształcono w czteroklasową, a dodatkowe pomieszczenie wynajmowano u Mateusza Bernackiego. Liczba uczniów wzrosła do 172.

W 1921 roku szkoła była już pięcioklasowa; dzieci uczyły się również w wynajmowanym budynku żeńskiej szkoły średniej. W lipcu 1929 roku kierownikiem został Kazimierz Strakowski, a szkoła stała się siedmioklasowa i częściowo mieściła się w nowym budynku. W 1931 roku kierownictwo objął Jan Mieczysław Kolasiewicz. Do szkoły uczęszczały dzieci z różnych obwodów szkolnych gminy i z gmin sąsiednich. Przy szkole działała bursa, w której przebywało 25 osób. Zajęcia odbywały się w sześciu klasach. W roku szkolnym 1933/1934 uczyło się tu 396 uczniów.

Budowę szkoły w latach 1935–1936 ukończono z wyjątkiem mieszkań dla nauczycieli. Szkoła liczyła 11 oddziałów, 9 nauczycieli oraz trzy osoby związane z nauczaniem religii różnych wyznań. 30 listopada 1938 roku odbyła się uroczystość poświęcenia szkoły w Cycowie. W 1939 roku okupacja doprowadziła do faktycznego rozpadu dotychczasowego systemu oświaty. Kierownika szkoły wysłano do obozu koncentracyjnego — w 1945 roku wrócił do Puław — jeden z nauczycieli, oficer Wojska Polskiego, poległ w walce, Stanisław Ćwiek został rozstrzelany, a Adam Kotliński trafił do obozu jenieckiego i po wojnie wrócił do Lublina. Niemcy zniszczyli i rozgrabili wyposażenie szkoły, spalili bibliotekę i podręczniki. W czasie wojny kierownikiem szkoły został nauczyciel Stanisław Janusz.
W sierpniu 1919 roku, na mocy uchwały Sejmu, utworzono województwo lubelskie, w skład którego wszedł powiat chełmski wraz z gminą Cyców. Podział ten utrzymał się do 1939 roku. W okresie międzywojennym gmina obejmowała ponad 50 wsi, kolonii, folwarków i innych osad. Najbliższa stacja kolejowa znajdowała się w Trawnikach, poczta i telegraf w Cycowie, sąd gminny w Siedliszczu, a sąd okręgowy w Lublinie. Według spisu powszechnego z 1921 roku w gminie Cyców było 1223 domy i 9147 mieszkańców — 4484 mężczyzn i 4663 kobiety. Pod względem wyznaniowym odnotowano 5541 katolików, 1581 protestantów, 1489 prawosławnych — spis nie rozróżniał grekokatolików i prawosławnych — 497 wyznawców judaizmu oraz 39 baptystów pochodzenia niemieckiego, mieszkających w Józefinie i Nadrybiu.
W okresie międzywojennym zmieniono nazwę gminy. W 1930 roku złożono wniosek o przemianowanie gminy Cyców na Wiszniewice. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zaakceptowało wniosek i gmina Cyców zaczęła nosić nazwę Wiszniewice — nazwa ta obowiązywała do 1954 roku.
Podział wyznaniowy nie odzwierciedlał dokładnie podziałów narodowościowych. Według danych przytoczonych w źródle katolicy deklarowali się jako Polacy, podobnie jak znaczna część prawosławnych; część ludności żydowskiej również deklarowała narodowość polską, natomiast spośród 1581 protestantów 1443 osoby zadeklarowały narodowość niemiecką. Spis pokazuje przemiany, jakie zaszły w gminie. W latach 1881–1921 liczba mieszkańców wzrosła z 5475 do 9147, czyli o około 67 procent, trzeba jednak pamiętać, że lata 1914–1920 były okresem wojny, masowych niepokojów, okupacji i epidemii, w tym grypy hiszpanki w 1919 roku. Na strukturę demograficzną znacząco wpłynęły wojny, bieżeństwo, powroty ludności, kolonizacja niemiecka i osadnictwo żydowskie. Miejscowa ludność rusko-ukraińska najtrwalej utrzymywała się w niektórych wsiach, m.in. w Świerszczowie, Stręczynie i Garbatówce. Wielonarodowa społeczność gminy istniała do II wojny światowej.
Ustawa z 31 lipca 1924 roku, znana jako lex Grabski, w znacznym stopniu ograniczyła ukraińskie szkolnictwo; w województwie lubelskim jej stosowanie w praktyce uniemożliwiało wprowadzanie języka ukraińskiego do szkół państwowych. Próba mieszkańców Stawku, aby doprowadzić do utworzenia szkoły ukraińskiej, nie została zrealizowana wskutek decyzji polskiej administracji. W 1938 roku w Stawku wybudowano nową czteroklasową szkołę, której kierownikiem został polski nauczyciel Kwi ciński, pracujący razem z Teodorem Szpyrką. Podczas okupacji niemieckiej obaj polscy nauczyciele opuścili szkołę, a pod koniec 1939 roku Niemcy otworzyli w tym samym budynku szkołę ukraińską.

W 1940 roku życie narodowe Ukraińców Chełmszczyzny i Podlasia zaczęło się zmieniać. W budynku działały szkoły polska, niemiecka i ukraińska, każda z własnymi nauczycielami i kierownictwem. Nauczycielem w szkole ukraińskiej był Mychajło Wasylkiw, pochodzący z Galicji. Po wyjeździe niemieckich kolonistów naukę kontynuowały dzieci polskie i ukraińskie, a część budynku przystosowano na punkt skupu mleka. W 1943 roku szkołę zamknięto, a jej pomieszczenia wykorzystywano jako magazyn zboża.
Dotkliwy problem braku wykwalifikowanych nauczycieli rozwiązywano, angażując do pracy pedagogicznej wykształconych chłopów. Dlatego Iwan Saliuk, z zawodu agronom, przez kilka lat pracował jako nauczyciel wiejski, jednocześnie prowadząc gospodarstwo. Ówcześni nauczyciele wiejscy podejmowali również działalność na rzecz odrodzenia świadomości narodowej miejscowej ludności ukraińskiej. Wielu z nich musiało jednocześnie samodzielnie się dokształcać, uczyć dzieci, integrować i wychowywać społeczność wiejską.
W 1944 roku podjęto próbę spalenia szkoły. Miejscowym mieszkańcom udało się uratować ją przed całkowitym zniszczeniem, lecz budynek przestał nadawać się do prowadzenia zajęć. Szkoła znalazła schronienie najpierw w niemieckiej kirche, a następnie w domu przeznaczonym dla służby kościelnej. Po remoncie w 1944 roku ponownie rozpoczęła działalność. Kierowniczką została Olga Janicka, która początkowo prowadziła nauczanie w zakresie sześciu klas; później wspierały ją Emilia Mijal, a następnie Maria Dzierżkowa.
Społeczność żydowska Cycowa
Nie wiadomo dokładnie, kiedy w Cycowie pojawili się pierwsi Żydzi. Wyraźniejszy wzrost liczby ludności żydowskiej rozpoczął się w drugiej połowie XIX wieku. Do I wojny światowej miejscowi Żydzi należeli do żydowskiej gminy wyznaniowej w Siedliszczu. W 1880 roku ziemie Cycowa nabyli trzej Żydzi z Kalisza — Mojżesz Landau, Chaim Oppenheim i Abraham Kopla. W 1882 roku inwestorzy sprzedali część gruntów niemieckim kolonistom w Kolonii Cyców. W 1884 roku majątek nabyli Wolf Weinstock i Izaak Lichtenbaum z Warszawy, którzy dokończyli podział i sprzedaż gruntów. Żydowscy mieszkańcy Cycowa osiedlali się głównie wzdłuż ulicy Chełmskiej. W 1915 roku wycofujące się wojska rosyjskie spaliły synagogę i mykwę; mieszkańców nie było stać na ich odbudowę. Później, mimo że Cyców administracyjnie należał do powiatu chełmskiego, miejscowych Żydów włączono do gminy żydowskiej w Łęcznej. W Cycowie nie było stałego rabina; mieszkający tu szojchet pełnił w czasie świąt także funkcję kantora. W 1916 roku Mordko Hering założył w Cycowie prywatny żydowski bejt midrasz, czyli dom modlitwy. Wiadomo, że w 1922 roku uczęszczało do niego 20 osób. Obecnie w tym miejscu znajduje się punkt skupu mleka.

W centrum Cycowa działały sklep obuwniczy Rothholda, sklep tekstylny, młyn i sklep z pieczywem. Żydzi zajmowali się przede wszystkim handlem, a także dzierżawili sady owocowe od chłopów w Stręczynie, zbierali owoce i nimi handlowali. W okresie międzywojennym ludność żydowska stanowiła około 20 procent mieszkańców wsi Cyców i odgrywała znaczącą rolę w lokalnej gospodarce. Cmentarz żydowski założono w XIX wieku na północny wschód od centrum wsi. Został zniszczony przez Niemców podczas II wojny światowej; na nieogrodzonym terenie o powierzchni 0,56 ha nie zachował się żaden nagrobek. Dziś znajduje się tam pole i niewielki zagajnik.

II wojna światowa: okupacja, Zagłada i przemoc
We wrześniu 1939 roku na Chełmszczyznę wkroczyły wojska radzieckie. 28 września 1939 roku ZSRR i Niemcy podpisały w Moskwie układ, który doprecyzował linię rozgraniczenia między oboma państwami na okupowanym terytorium Polski. Do układu dołączono mapę nowej linii demarkacyjnej. Następnie wojska radzieckie opuściły część zajętych terenów położonych na zachód od Bugu.
Fragment dziennika dowódcy plutonu, młodszego lejtnanta Iwana Trifonowicza Kowtuna, uczestnika tak zwanego „wyzwolenia Zachodniej Ukrainy”:
„02.10. — Nowina. Stało się wiadomo, gdzie jest terytorium Niemiec. My — z powrotem. Dużo jeńców. Mogiła dla naszych. Grzebaliśmy zabitych Polaków. Urszulin. Jeńcy. W drodze powrotnej szosą dowiedzieliśmy się, że wojna się skończyła.
05.10. — Wyszliśmy rano, m. Cyców. Z nami jechali uchodźcy do ZSRR. Stawek. Był przymrozek, przekwitają dalie. Busówno. Obiad i nocleg, wieś biedna, wielu mężczyzn wcześniej już wyruszyło za Bug. Chłopi płakali i prosili o pomoc w przeprowadzce. Sztab oddziału wyznaczył ludzi do pomocy przesiedleńcom. Chłopi wszyscy byli smutni, bili świnie. Według opowieści kura kosztuje 80 kop. – 1 rubel, paczka machorki 60 kop., rower 200 złotych. Wieczorem wyświetlano film „Traktorzyści”. Oglądali wojskowi i chłopi, wszystkim się podobało.”

Po ustaleniu nowej radziecko-niemieckiej linii demarkacyjnej wojska radzieckie wycofały się za Bug, a teren Cycowa zajęły wojska niemieckie. Na początku okupacji do Cycowa przybyła duża grupa żydowskich uchodźców z innych miejscowości. W 1940 roku setki Żydów z Piask Luterskich skierowano tutaj do obozu pracy. W kwietniu 1942 roku, w ramach akcji „Reinhardt”, Niemcy utworzyli getto, w którym przebywało 538 Żydów z Cycowa i okolic. Po rozpoczęciu likwidacji getta 5 maja 1942 roku część ludzi zamordowano na miejscu. 27 maja niemiecka policja dokonała masowej egzekucji ponad 100 Żydów, Romów i Polaków w Wólce Cycowskiej. Na początku czerwca około 400–450 Żydów z Cycowa deportowano do obozu zagłady w Sobiborze. Ostatnią grupę Żydów z Cycowa deportowano jesienią 1942 roku.

Pod koniec października i na początku listopada 1942 roku przeprowadzono kolejną akcję deportacyjną, która objęła Żydów nie tylko z Cycowa, ale również z Krzywowierzby; źródła podają, że grupa ta liczyła łącznie około 350 osób. 26 maja 1984 roku z inicjatywy Edwarda Nakło, w miejscu egzekucji, w pobliżu strzelnicy Ligi Obrony Kraju, ustawiono pomnik ofiar z napisem: „W tym miejscu i w okolicy Niemcy dokonali masowego mordu, zabijając 963 obywateli polskich, wśród nich 160 Żydów”.

W czasie wojny w Cycowie znajdowała się siedziba niemieckiej żandarmerii polowej i Gestapo dla wschodnich powiatów dystryktu lubelskiego, w związku z czym mieszkańcy podlegali szczególnej kontroli, a wykroczenia surowo karano. 19 sierpnia 1942 roku za pomoc partyzantom rozstrzelano 11 mieszkańców wsi Głębokie. Dzięki interwencji wójta gminy Piotra Jaszuka udało się uniknąć masowych egzekucji i palenia domów. 11 sierpnia 2013 roku mieszkańcy Głębokiego i Cycowa oraz zaproszeni goście uczestniczyli w odsłonięciu obelisku poświęconego pamięci zamordowanych.

1944–1947: przesiedlenia i koniec wielokulturowego Cycowa
Pod koniec lipca 1944 roku na teren gminy wkroczyła Armia Czerwona. Po ogłoszeniu układu między rządem Ukraińskiej SRR a Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego o wzajemnym przesiedleniu Ukraińców i Polaków przedstawiciele radzieckiej komendantury wojskowej i komisji przesiedleńczej zorganizowali w Cycowie kilka wieców agitacyjnych. Miejscowych Ukraińców przekonywano, że po przesiedleniu do USRR czeka ich dostatniejsze życie, praca „nie na panów, lecz na siebie”, a także możliwość udziału w wyborach i organach władzy. Agitatorzy odwiedzali również okoliczne wsie, zachęcając mieszkańców do wyrażenia zgody na przesiedlenie. Dla części miejscowej ludności ukraińskiej taka propaganda mogła brzmieć przekonująco, zwłaszcza w kontekście wcześniejszych doświadczeń międzywojennej polityki polonizacyjnej, ograniczeń ukraińskiego szkolnictwa i życia cerkiewnego, a następnie okupacji niemieckiej i przemocy wojennej. Jednocześnie mieszkańcy mieli ograniczoną wiedzę o rzeczywistych praktykach politycznych, gospodarczych i represyjnych systemu radzieckiego. Od 1944 roku rozpoczęły się w gminie masowe przesiedlenia ludności. Prowadzono je na podstawie „Układu między Rządem Ukraińskiej SRR a PKWN o ewakuacji ludności ukraińskiej z terytorium Polski i obywateli polskich z terytorium USRR”, podpisanego 9 września 1944 roku. Ukraińców przesiedlano do USRR, a na ich miejsce przybywali nowi osadnicy. Według stanu na 1 września 1947 roku w gminie pozostawali głównie Polacy, a ponadto 9 Niemców, 18 Ukraińców i 1 Czech; nie było już ani jednego Żyda. Znaczna część ludności wyjechała na tzw. Ziemie Odzyskane, które w mowie potocznej bywały nazywane „niemiecką Polską”. W grudniu 1947 roku gminę zamieszkiwało na stałe 8387 osób, a czasowo 5 osób.
Na tle powojennych wysiedleń ludności ukraińskiej w regionie odnotowywano również zabójstwa, rabunki i inne akty przemocy wobec Ukraińców. Dokumenty archiwalne zachowały informacje o kilku takich przypadkach w Cycowie i jego okolicach.
6 kwietnia 1945 roku w Kolonii Cyców nieznani uzbrojeni napastnicy zamordowali miejscową mieszkankę Annę Iwaniuk, gdy próbowała uciec podczas napadu.
2 maja 1945 roku około godziny 23.00 w Kolonii Cyców doszło do zabójstwa związanego z rabunkiem. Według opisu wydarzeń Mychajło Duk, mieszkaniec Kolonii Cyców 1 narodowości ukraińskiej, zauważył około dziesięciu osób zbliżających się do jego gospodarstwa i ukrył się w polu, skąd usłyszał strzały z karabinu. Po około godzinie napastnicy opuścili podwórze, zabierając konie, krowy i różne przedmioty domowe, po czym skierowali się w stronę wsi Kulik. Duk wyszedł wówczas z ukrycia i wrócił do domu, gdzie znalazł martwego syna Wołodymyra oraz całkowicie ograbione i zniszczone gospodarstwo.



W Cycowie znajduje się również historyczny cmentarz prawosławny. Po deportacji ludności ukraińskiej do USRR w latach 1944–1945 cmentarz został częściowo zniszczony: połamano żelazne krzyże i wiele nagrobków. Ostatni pochówek odbył się w 1993 roku. Cmentarz oczyszczono i odnowiono w 2007 roku dzięki staraniom Jurija Hasiuka z parafii prawosławnej w Uhrusku.
Na cmentarzu spoczywa Jan Sawicz (1833–1933) — urodzony w Cycowie uczestnik powstania styczniowego 1863–1864, zbrojnego wystąpienia przeciwko Imperium Rosyjskiemu.

W 2023 roku, na podstawie ustawy z 22 listopada 2018 roku o grobach weteranów walk o wolność i niepodległość Polski, na wniosek dyrektora Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie grób Jana Sawicza wpisano do ewidencji grobów weteranów walk o wolność i niepodległość Polski. 17 września 2024 roku zakończono remont mogiły, obejmujący restaurację krzyża i ustawienie nowego nagrobka z jasnego piaskowca józefowskiego.

W zachodniej części cmentarza, w zaroślach, odnaleziono fragmenty nagrobka z białego marmuru należącego do duchownego Juliana Podsońkiego, administratora parafii cerkwi św. Michała i św. Jerzego Zwycięzcy w Cycowie. Drugi patron świątyni został najprawdopodobniej przeniesiony z cerkwi w Stręczynie, która spłonęła w 1812 roku podczas działań wojennych. Podsoński był wcześniej administratorem parafii św. Mikołaja Cudotwórcy w Mogielnicy, św. Aleksandra i Dymitra w Bezku oraz św. Bazylego Wielkiego w Kuliku. O jego śmierci ks. Diomid Wołkanowicz, diakon II okręgu dekanatu chełmskiego, pisał 16 stycznia 1903 roku: „9 stycznia 1903 roku o godzinie piątej wieczorem Julian Podsoński zmarł wskutek krwotoku wewnętrznego. Śmierć zastała go podczas popołudniowego odpoczynku. Pogrzeb odbył się 13.01.1903 roku w cerkwi św. Michała, z udziałem dziesięciu kapłanów i diakona”. Ks. Julian Podsoński, wyświęcony 20 listopada 1872 roku — świadectwo Konsystorza nr 2566 — kierował parafią w Cycowie i okolicznych wsiach przez trzydzieści lat.

Na urząd wprowadził go ówczesny dziekan Kościoła greckokatolickiego, ks. Piotr Koncewicz. Julian Podsoński przejął obowiązki po ks. Walerianie Charłamowiczu, który w połowie 1873 roku wyjechał za granicę. 7 września 2008 roku na cmentarzu ustawiono krzyż pamiątkowy oznaczający miejsce płyty fundamentowej dawnej cerkwi.

Rodzina autora na tle historii Chełmszczyzny
Historia Cycowa i jego okolic ma dla mnie, jako autora tej pracy, znaczenie nie tylko krajoznawcze, lecz także osobiste. Z tymi ziemiami przez kilka pokoleń związana była moja rodzina. Moja babcia i jej ojciec urodzili się na terenie dzisiejszej gminy Cyców. W 1945 roku rodzina, którą ówczesne władze zaliczały do ludności ukraińskiej, została wysiedlona z rodzinnych stron do Ukraińskiej SRR. W ten sposób przerwany został bezpośredni związek kilku pokoleń moich przodków z Chełmszczyzną.
Podczas badań genealogicznych okazało się, że historia rodziny jest znacznie bardziej złożona, niż można było przypuszczać na podstawie samych dokumentów dotyczących powojennego przesiedlenia. Szczególnie wymowny jest los jednej z jej gałęzi — Wójcików.
Dalsze badania ksiąg metrykalnych pozwoliły ustalić wcześniejsze pochodzenie rodziny Wójcików. Najstarsi prześledzeni przeze mnie przedstawiciele tej gałęzi byli związani ze wsią Żuków, należącą do rzymskokatolickiej parafii Krzczonów. Właśnie w księgach metrykalnych tej parafii odnalazłem zapisy, które pozwoliły prześledzić genealogię Wójcików w głąb XVII wieku.
Z czasem rodzina zmieniała miejsce zamieszkania. Józef Wójcik, ojciec Wojciecha, pracował jako karczmarz w Woli Korybutowej. Jego syn Wojciech Wójcik był tkaczem. Później Wojciech mieszkał z rodziną w Mełgwi.
Żona Wojciecha pochodziła z innej miejscowości. Wywodziła się z rodziny Dutkiewiczów z Bychawy. Jeszcze zanim ta gałąź Wójcików pojawiła się w okolicach Cycowa, jej związki rodzinne obejmowały więc kilka miejscowości Lubelszczyzny.
Odtworzenie tej drogi miało dla mnie szczególne znaczenie, ponieważ pozwoliło stopniowo wyjaśnić dawną rodzinną zagadkę — pochodzenie polskiego nazwiska Wójcik, które zachowało się w rodzinie również wtedy, gdy w dokumentach XX wieku zaliczano ją już do ludności ukraińskiej. Impulsem do tego odkrycia było dopasowanie DNA z Ewą Dutkiewicz. Dzięki niemu udało się połączyć wcześniej rozproszone gałęzie genealogiczne i kontynuować poszukiwania w polskich księgach metrykalnych oraz archiwach.
Pradziadkiem mojej babci był Wojciech Wójcik, który pod koniec XIX wieku stał się główną postacią wieloletniej sprawy dotyczącej przynależności wyznaniowej swojej rodziny. Materiały tej sprawy zachowały się w Archiwum Państwowym w Lublinie, w zespole Chełmsko-Warszawskiego Prawosławnego Konsystorza Duchownego.
Dokumenty archiwalne pozwalają zobaczyć Wojciecha nie tylko jako uczestnika sprawy wyznaniowej, lecz także jako zwykłego mieszkańca ówczesnej Chełmszczyzny. Wojciech Wójcik był tkaczem — zawód ten miał w regionie długą tradycję. Jego ojciec, Józef Wójcik, był karczmarzem w Woli Korybutowej. Te krótkie informacje o zajęciach przodków są szczególnie cenne, ponieważ pozwalają wyjść poza suche daty metrykalne i częściowo odtworzyć świat społeczny, w którym żyła rodzina.
W 1898 roku Wojciech Wójcik zwrócił się do władz kościelnych z prośbą o oficjalne uznanie jego i jego rodziny za rzymskich katolików. W swoim podaniu nie ograniczał się do deklaracji chęci zmiany wyznania, lecz próbował dowieść, że pochodzi z rodziny rzymskokatolickiej.
Jako dowód Wojciech powoływał się na zapisy metrykalne swoich przodków. W dokumentach dołączonych do sprawy podawano, że jego dziadek Paweł Wójcik, urodzony w 1776 roku, został ochrzczony w kościele rzymskokatolickim w Krzczonowie. Ojciec Wojciecha, Józef Wójcik, urodzony w 1805 roku, oraz jego matka Apolonia, urodzona w 1807 roku, według informacji zawartych w aktach również byli związani z tą samą parafią rzymskokatolicką i obrządkiem łacińskim.
Sam Wojciech urodził się w 1843 roku i został zapisany jako ochrzczony w cerkwi prawosławnej. W swoim podaniu podkreślał jednak rzymskokatolickie pochodzenie rodziców i twierdził, że w codziennym życiu religijnym praktykował obrządek łaciński. Prosił jednocześnie o uznanie za rzymskich katolików również swoich dzieci. W dokumencie wymieniono Jana, Pawła, Antoninę, Michała, Stanisława, Antoniego i Szymona Wójcików.
Nie chodziło więc jedynie o osobistą decyzję jednej osoby. Wojciech próbował uzyskać oficjalne uznanie rzymskokatolickiej przynależności swojej rodziny, powołując się na dokumenty potwierdzające rzymskokatolickie wyznanie wcześniejszych pokoleń.
Jego podanie wywołało rozległą korespondencję administracyjną. Władze kościelne sprawdzały księgi metrykalne, akty urodzenia i małżeństwa, zapisy parafialne oraz wcześniejsze decyzje dotyczące członków rodziny. Do akt dołączano odpisy rzymskokatolickich ksiąg metrykalnych w języku łacińskim i polskim, zaświadczenia parafii prawosławnych, dokumenty administracji lokalnej oraz materiały z wcześniejszych postępowań dotyczących statusu wyznaniowego rodziny.
Szczególnie wymowne jest to, że samo posiadanie rzymskokatolickich przodków nie stanowiło dla ówczesnej administracji wystarczającej podstawy do uznania Wojciecha i jego dzieci za rzymskich katolików. W toku sprawy urzędnicy i władze kościelne powoływali się na wcześniejsze prawosławne zapisy metrykalne, fakty chrztu i przyjmowania komunii przez członków rodziny w cerkwiach prawosławnych, a także decyzje specjalnych komisji.
Materiały sprawy ukazują swoisty konflikt między pamięcią rodzinną a administracyjnie określoną przynależnością wyznaniową. Z jednej strony Wojciech przedstawiał dokumenty dotyczące rzymskokatolickich przodków i podkreślał rzymskokatolickie pochodzenie rodziny. Z drugiej strony administracja państwowa i prawosławna administracja kościelna traktowały jego oraz znaczną część jego dzieci jako prawosławnych.
Sprawa nie zakończyła się na szczeblu lokalnym. Przeszła przez kilka instancji i ostatecznie dotarła do najwyższych organów Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, włącznie ze Świątobliwym Synodem. Postępowanie trwało w latach 1898–1900. Mimo argumentów Wojciecha i przedstawionych przez niego świadectw metrykalnych dotyczących rzymskokatolickiego pochodzenia przodków, jego żądanie oficjalnego uznania samego Wojciecha i większości rodziny za rzymskich katolików nie zostało uwzględnione.
Z tą sprawą wiąże się jeszcze jeden charakterystyczny epizod rodzinnej historii. Jeden z członków rodziny został początkowo wpisany do rzymskokatolickiej księgi metrykalnej, jednak po ustaleniu statusu wyznaniowego rodziny odpowiedni zapis został poprawiony. Oznacza to, że kwestia przynależności człowieka do konkretnego Kościoła była rozstrzygana nie tylko przez samą rodzinę czy miejscowego duchownego, lecz także administracyjnie.
Historia ta dobrze pokazuje złożoność stosunków wyznaniowych i narodowościowych na Chełmszczyźnie w XIX i pierwszej połowie XX wieku. W tym regionie przynależność religijna mogła zależeć nie tylko od osobistego wyboru czy tradycji rodzinnej, lecz także od polityki państwowej, obowiązującego prawa i decyzji administracji kościelnej.
Byłoby zatem uproszczeniem mechaniczne utożsamianie wiary rzymskokatolickiej z narodowością polską, a prawosławia z ukraińską. Rodzinna historia Wójcików ukazuje znacznie bardziej złożony obraz. Rodzina nosiła polskie nazwisko Wójcik, miała udokumentowanych rzymskokatolickich przodków, a jeden z jej przedstawicieli konsekwentnie zabiegał o uznanie swojej rodziny za rzymskich katolików. Jednocześnie w oficjalnych dokumentach część kolejnych pokoleń wiązano już z Cerkwią prawosławną.
Syn Wojciecha, mój prapradziadek Jan Wójcik, urodził się 12 czerwca 1870 roku w Mełgwi. Ożenił się z Marią Poliszuk ze Stręczyna. Jej ojciec pochodził ze wsi Przymiarki w gminie Siedliszcze, a matka, Ewa Leć, ze Stręczyna. To właśnie w wyniku tego małżeństwa gałąź rodziny Wójcików związała się z terenem dzisiejszej gminy Cyców. Tutaj urodziły się kolejne pokolenia rodziny — między innymi mój pradziadek Jan, a później moja babcia Aleksandra. W dokumentach z połowy XX wieku rodzinę zaliczano już do ludności ukraińskiej, a w 1945 roku została ona wraz z tysiącami innych mieszkańców Chełmszczyzny przesiedlona do Ukraińskiej SRR.
W ciągu kilku pokoleń jedna rodzina przeszła więc przez kilka różnych sposobów określania swojej tożsamości: rzymskokatolickie pochodzenie przodków, administracyjne zaliczenie części rodziny do prawosławia, a następnie oficjalne określenie jej potomków jako Ukraińców podczas powojennego przesiedlenia.
Poszukiwania odsłoniły również inną tragiczną kartę historii rodziny — bieżeństwo 1915 roku. Wśród odnalezionych dokumentów szczególne miejsce zajmuje „Bilet uchodźcy” Pawła Wójcika, jednego z synów Wojciecha. Dokument potwierdza, że podczas I wojny światowej, podobnie jak tysiące innych mieszkańców Chełmszczyzny, znalazł się on daleko od rodzinnych stron — we wsi Koleno, w powiecie nowochoperskim guberni woroneskiej Imperium Rosyjskiego.


Zachowały się również dokumenty podróży Pawła Wójcika, jego żony i dzieci, wydane podczas ich powrotu do Polski w 1921 roku. W dokumencie wskazano punkt etapowy w Równem, odcinek transportowy Równe – Kowel oraz kierunek podróży do Mełgwi przez Minkowice. Dokumenty te mają szczególną wartość dla historii rodziny, ponieważ utrwalają drogę powrotną po bieżeństwie — od przymusowego opuszczenia Chełmszczyzny w 1915 roku do powrotu rodziny w granice odrodzonego państwa polskiego.


Dla mnie odkrycie to stało się kolejnym świadectwem tego, jak wielkie wydarzenia XX wieku bezpośrednio przenikały życie jednej rodziny. Wójcikowie przeżyli bieżeństwo 1915 roku, powrót do Polski, II wojnę światową, a następnie przesiedlenie w 1945 roku do Ukraińskiej SRR. W ciągu jednego pokolenia rodzina wielokrotnie musiała opuszczać dom i rozpoczynać życie od nowa.
Z czasem poszukiwania archiwalne zaczęły przywracać nie tylko imiona i daty, lecz również bezpośrednie ślady samych ludzi. Szczególnie cenne było dla mnie zobaczenie własnoręcznego podpisu mojego pradziadka Jana Wójcika, ojca Aleksandry, zachowanego w jednym z zapisów metrykalnych. Po utracie podczas przesiedlenia niemal wszystkich dokumentów i fotografii rodzinnych taki podpis nabiera wyjątkowego znaczenia: jest jednym z nielicznych materialnych śladów człowieka, który żył na Chełmszczyźnie jeszcze przed wysiedleniem rodziny.

Nie mniej interesującego odkrycia dokonałem podczas pracy z księgą pamiątkową Szkolnictwo Polskie w Hołdzie Narodowi Amerykańskiemu. Na Pamiątkę 150-lecia Niepodległości Stanów Zjednoczonych. W 1926 roku w Polsce zorganizowano szeroko zakrojoną akcję z okazji 150-lecia niepodległości Stanów Zjednoczonych. Uczniowie i nauczyciele polskich szkół składali podpisy na specjalnych kartach pamiątkowych z życzeniami dla narodu amerykańskiego.


Wśród tysięcy podpisów udało mi się odnaleźć podpis siostry mojego pradziadka Jana Wójcika. Dla zewnętrznego badacza to tylko jeden z tysięcy szkolnych autografów, lecz dla historii naszej rodziny ma zupełnie inną wartość. Pozwala zobaczyć przodkinię nie tylko jako nazwisko w księdze metrykalnej, spisie ludności czy dokumencie przesiedleńczym, ale jako żywą osobę — uczennicę polskiej szkoły, która w 1926 roku własnoręcznie wpisała swoje nazwisko na pamiątkowym arkuszu.
Po tym, jak podczas przesiedlenia w 1945 roku zaginął worek z rodzinnymi dokumentami i fotografiami, właśnie takie przypadkowo zachowane w różnych archiwach ślady zaczęły składać się w nowe rodzinne archiwum. Jeden dokument zachował datę urodzenia, inny historię sporu wyznaniowego, kolejny drogę rodziny podczas bieżeństwa, a inne zachowały nawet charakter pisma moich przodków.
Ta złożoność historii rodzinnej stała się jednym z powodów mojego zainteresowania przeszłością Cycowa i Chełmszczyzny. Poszukiwanie własnych korzeni stopniowo przerodziło się w badanie historii całego regionu — jego parafii prawosławnych i greckokatolickich, kościołów rzymskokatolickich, ludności polskiej, ukraińskiej, żydowskiej i niemieckiej, wojen, deportacji oraz zmian granic państwowych.
Dlatego historia Cycowa nie jest dla mnie jedynie historią miejscowości czy jednostki administracyjnej. To historia miejsca, z którego pochodzi moja rodzina i z którego została przymusowo wyrwana w połowie XX wieku.
Sprawa archiwalna Wojciecha Wójcika pozwala cofnąć się jeszcze o kilka pokoleń w głąb tej historii. Pokazuje, że kwestie wiary, pochodzenia i tożsamości stawały przed moimi przodkami na długo przed powojennymi wysiedleniami. Przypomina też, że za suchymi zapisami ksiąg metrykalnych, decyzjami konsystorzy i listami przesiedleńczymi stali konkretni ludzie, którzy próbowali zachować własną tradycję rodzinną i prawo do samodzielnego określania, kim są.
Pamięć o wielokulturowym Cycowie
Powojenne deportacje radykalnie zmieniły etniczne i wyznaniowe oblicze Cycowa oraz całej Chełmszczyzny. Jeszcze w pierwszej połowie XX wieku współistniały tu społeczności ukraińska, polska, żydowska i niemiecka, lecz po wojnie ta wielokulturowość niemal zanikła. Po ukraińskiej obecności pozostały przede wszystkim cerkwie i dawne budynki cerkiewne, cmentarze prawosławne, dokumenty archiwalne, rodzinne nazwiska oraz pamięć potomków wysiedlonych mieszkańców.
Dziś język ukraiński na Chełmszczyźnie częściej można usłyszeć od przybyszów ze współczesnej Ukrainy niż od potomków miejscowej ludności. Dla wielu osób Chełm jest po prostu polskim miastem przygranicznym, choć historycznie był jednym z ważnych ośrodków ruskiej, a później ukraińskiej historii regionu.
Serhij Nowosad
Wykaz wykorzystanych źródeł:
1. Towarzystwo Miłośników Ziemi Cycowskiej – O Cycowie.
2. Zespół Szkół z Oddziałami Integracyjnymi im. 7 Pułku Ułanów Lubelskich w Cycowie – Historia szkoly w Cycowie.
3. Ю.Макар, М.Горний, А.Салюк “Від депортації до депортації. Суспільно-політичне життя холмсько-підляських українців (1915—1947). Дослідження. Спогади. Документи.”, 2011.
4. Прадідівська слава. Православні пам’ятки – Церква в с. Стренчин.
5. Zle miejsca dla slimakow – Kościół luterański w Cycowie, 2012.
6. Jura-pilica.com – Polesie po raz piaty, 2013.
7. Złe miejsca dla ślimaków – Cmentarz prawosławny w Cycowie, 2011.
8. Złe miejsca dla ślimaków – Cmentarz wojenny w Cycowie, 2011.
9. Є.Філіпчук “Забужани: історія Отчого краю у дослідженнях, роздумах, спогадах, описах долі депортованих.”, 2013
10. Przegląd Prawosławny – O dwóch parafiach z powiatu chełmskiego, 2006.
11. Przegląd Prawosławny – Teraz stoi tam krzyż, 2008.
12. Polskie Radio Lublin – Cyców: Wolontariusze ratują zaniedbane nagrobki, 2014.
13. Urząd gminy Cyców – Plan rozwoju miejscowości Nowy Stręczyn na lata 2006-2013, 2006.
14. Urząd gminy Cyców – Odsłonięcie obelisku we wsi Głębokie, 2013.
15. Apokryf Ruski – Cyców.
16. Szukajwarchiwach.pl – Akta stanu cywilnego Parafii Prawosławnej w Cycowie.
17. Г.Купріянович, М.Рошенко “Холмщина – минувщина і теперішність”.
18. Przegląd Prawosławny – Ślady wyrwane z zapomnienia, 2005.
19. Прадідівська слава. Православні пам’ятки – Церква св. Симеона Стовпника / св. Івана Богослова.
20. Wirtualny Sztetl – Cyców.
21. Brama Grodzka – Teatr NN – Miasteczka Lubelszczyzny. Cyców (Wiszniewice).
22. Cerkwie południowo-wschodniej Polski. Fotografia krajoznawcza.
23. The Society for German Genealogy in Eastern Europe – Cyców Parish Pictures.
24. Parafia Ewangelicko – Augsburska Świętej Trójcy w Lublinie – Parafia Ewangelicko – Augsburska w Cycowie w latach 1924 – 1940.
25. Fotopolska.eu – Wincenty Miros – Cyców, Kościół św. Józefa, 2015.
26. Журнал боевых действий 2-й Гвардейской Пехотной Дивизии 1915 г..
27. Powiat Łęczyński monografia krajoznawcza.
28. Polska niezwykla – Pamięci bitwy pod Cycowem.
29. Złe miejsca dla ślimaków – Cmentarz ewangelicki w Cycowie.
30. Волинська газета – Євген Філіпчук – Біженство… Депортація… Міграція.
31. Jem Lublin – Maciej Sztorc – Przystanek w ewangelickim Cycowie. Stan krytyczny.
32. Narodowa Lęczna – Bitwa pod Cycowem – 16.VIII.1920 r..
33. Cerkiew Podwyższenia Krzyża Pańskiego w Dobratyczach.
34. Zapomniane cmentarze – Cyców – cmentarz żydowski, 2017.
35. B e z c e n n e. Wolontariat dla dziedzictwa i przyrody – Cyców, cmentarz ewangelicki, 2015.
36. Piotr Durak – Zapomniane cerkwie, 2015.
37. Tuba Łęcznej – Cyców: Kircha wpisana do rejestru zabytków, 2021.
38. Григорій Купріянович – Акція руйнування православних церков на Холмщині і Південному Підляшші, Холм, 2008
39. AIPN Lu 045/3, Sprawozdanie dekadowe z działalności Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Chełmie za okres od dnia 7.4. 1945 r. do 17.4.1945 r., 17 IV 1945 r., k. 74. Oryginał, maszynopis.
40. Fragment sprawozdania kierownika PUBP w Chełmie dotyczący mordu na Ukraińcu Wołodymyrze Duku Oryginał, maszynopis. AIPN Lu 045/3, [Sprawozdanie z działalności Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Chełmie], [czerwiec 1945 r.], k. 125.
41. Zionism is Freedom – Remember Jewish Cyców
42. Instutyt Pamięci Narodowej – Nowe upamiętnienie na grobie weterana Powstania Styczniowego – Cyców, 17 września 2024 r.
43. Maria Wojtyna – 75 lat szkoly podstawowej w Stawku, 2013
44. Газета День – Один із 131476



